Posts Tagged debile
22 marzec 2009 @ 9:48
· Zamieszczone w kategoriach O głupocie, lansie, tandecie, Opowieści, przemyślenia, refleksje, opinie ·Otagowane barany, barierki, bezprawie, chamstwo, debile, Głupota, hołota, Idioci, kretyni, Ludzie, opony, policja, rower, siedzenie, straż miejska, Sąsiedzi, walka, zwalczanie, zwierzęta, zło, ławka, ławki
Pamiętam dawne czasy dzieciństwa, kiedy to mogłem sobie usiąść na nie wyobrażalnie dużej chwiejącej się ławce…
Dobra, dobra – ten tekst nie będzie poświęcony wspomnieniom.
Odkąd pamiętam przy bloku na podwórku wkopane w ziemie były 4 ławki, na których to szło sobie usiąść, pogadać, odpocząć. W późniejszym czasie dołączyły także barierki, a najmłodsze stażem były wkopane w ziemie opony zagradzające wjazd na podwórko i uniemożliwiające „nielegalny” przejazd samochodami tuż pod oknami sąsiadów.
Ławki te przeważnie okupywali starzy sąsiedzi, którzy to wyczerpani robieniem zakupów musieli robić przystanek przed wejściem na 4 piętro w bloku. Wszystko pięknie, ładnie, do czasu.
Od bodajże 2 lat wieczornymi porami zaczęła się tam spotykać cała hołota z mojej i nie tylko dzielnicy. Pili, palili, wydzierali się. Ja miałem to gdzieś (mieszkanie na 4 piętrze robi swoje
), no ale sąsiedzi z parteru już nie. W myśl zasady „chamstwo chamstwem zwalczać” sąsiedzi najpierw wykopali ławki. Niedawno usunęli barierki i opony. Plac wygląda jakby ktoś sobie na nim urządził poligon. Oczywiście ja na miejscu sąsiadów jako „stuprocentowy ziom” zadzwoniłbym na policję, ew. straż miejską. No, ale…
Pozostały jeszcze barierki chroniące przed spadnięciem ze schodków prowadzących do klatki schodowej. Ale to tylko kwestia czasu. To akurat jest mi na rękę. Będę mógł swobodniej wprowadzać/wyprowadzać rower…
Bezpośredni odnośnik
28 grudzień 2007 @ 10:17
· Zamieszczone w kategoriach Opowieści, przemyślenia, refleksje, opinie ·Otagowane ambicja, Bukowa, Chorzów, debile, gieksiarze, GKS, herb, Idioci, Katowice, Kostuchna, kozaki, logo, noc, odwaga, Ruch Chorzów, spray, żal
Nie będę opisywać tutaj ustawek pomeczeowych, rozwalania szyb itd., Bo tego na własne oczy nie doświadczyłem, póki, co w mojej dzielnicy tego nie doświadczyłem.. Czytaj resztę wpisu »
Bezpośredni odnośnik
25 listopad 2007 @ 9:04
· Zamieszczone w kategoriach Opowieści, przemyślenia, refleksje, opinie ·Otagowane Biedronka, ciemny las, debile, dziki, fobia, Las, mgła, noc, psychika, Silent Hill, strach, wieczór, wyobraźnia, zimno, śnieg
17:30. Idziemy na dwór – zarzuciłem takim pomysłem. Po chwili znaleźliśmy się w 3 na chodniku.
„Gdzie idziemy?” – Ktoś się spytał.
„No, a gdzie możemy iść…” – w lesie ciemno, ławki mokre, więc po raz kolejny zostało nam zwiedzanie dzielnicy spacerując po chodnikach…
No, ale to już było zbyt nudne, bo ileż razy można iść tą samą ścieżką…
„Idziemy lasem do Biedronki” – dodał od siebie kumpel.
Po chwili namysłu ich dwóch było zdecydowanych, ja oczywiście marudziłem 
„No ej, ja się boję, tam jest ciemno, mokro, usyfię sobie buty” – mówiłem. Miałem 2 opcje – iść do domu, albo iść z nimi do tego lasu…
Wybrałem tą drugą opcję.
Wchodzimy na polną drogę – z lewej strony ciemny las, po prawej jakieś krzaki, iglarki, łąki. Po chwili byliśmy w lesie – na lewo drzewa, na prawo drzewa, gdzie niegdzie leżały resztki śniegu. Wszystko spowite mgłą. Osoby, które kiedykolwiek miały do czynienia z serią gier Silent Hill mogą sobie wyobrazić jak to wszystko wyglądało. Brakowało jedynie jakiejś muzyki, która podwyższyłaby ciśnienie…
Ale i bez niej było strasznie.
Wszyscy w koło wiedzą, że jestem osobą strachliwą 
Bezpańskie psy, pszczoły, jakieś nagłe, gwałtowne ruchy, krzyki sprawiają, że potrafię się wystraszyć…
Tak na oko mieliśmy do przejścia ok. półtora kilometra. Niby mało – dla mnie to był najdłuższy kilometr w życiu.
No, ale nic, całe szczęście, że mogłem sobie, chociaż komórką oświetlać ziemię, – co bym wiedział, po czym idę…
Idąc oglądaliśmy się za siebie, na boki wyobrażając sobie najgorsze 
Wyobraźnia robiła swoje – nic się w lesie nie ruszało, niczego oprócz nas słychać nie było, a myśmy coś jednak widzieli i słyszeli…
Najpiękniejszą chwilą, jaka mnie mogła wtedy spotkać było wyjście z tego lasu, po jakimś czasie udało się.
Cali i zdrowi powędrowaliśmy w stronę Biedronki…
Po tym wypadzie zostały już jedynie wspomnienia i ta notka
Jedno jest pewne – ja już z Wami do lasu wieczorem nie pójdę.
Chociaż z drugiej strony: „nigdy nie mów nigdy”
Pa
Bezpośredni odnośnik