Cześć Wam.
Publikuję najdłużej tworzony tekst mojego autorstwa w historii wszechświata. Data utworzenia pliku „rodzicem być.doc” to 15 luty 2008 roku. Od tego dnia przez te ponad 8 miesięcy na przemian pisałem, kasowałem, włączałem Worda i go wyłączałem. Wiecie jak smakuje przysłowiowy „odgrzewany kotlet”? To pomyślcie, że ten kotlet odgrzewany był nie raz, a kilkadziesiąt razy. Tak, więc pozostawiam Was, z tym czarnym, śmierdzącym sucharem. Po ponad 8 miesiącach ciąży urodziłem. Wyszło, co wyszło. Nie mogłem na to już patrzeć. Chciałem poruszyć ten temat, ale za cholerę nie potrafiłem napisać tego jakoś składnie. Wyszły nieudane skrawki moich myśli. Wybaczcie też kilka faktów, które na dzień dzisiejszy są nieprawdą. Mój wiek, pogoda itd… Wynika to z tego, że ten tekst powstawał na przełomie tylu miesięcy. A w Polsce przez 8 miesięcy działo się wiele. Nie zmieniałem tego, bo nie mam już na to sił i chęci.
Zażyjcie jakiś ziółek i spróbujcie to przetrawić.
18 lat już użerają się ze mną rodzice 
No może przesadziłem. Od 18 lat moi rodzice starali się mnie wychować na porządnego człowieka. Chyba standard, że rodzice chcą dla dziecka jak najlepiej.
Na wszystko w moim życiu przychodził czas. Stopniowo, bez pośpiechu. Maskotki, klocki Duplo, potem Lego, pierwszy komputer Comodore 64, konsola PSX, „nowoczesny komputer”. Pierwszy telefon komórkowy dostałem kilkanaście miesięcy temu…
Nigdy nie byłem rozpieszczany, ale nigdy nie było też tak, że musiałem iść do kogoś, aby czegoś spróbować, zobaczyć itd. Zawsze wiedziałem, że jak coś chcę, a rodzice mówią „NIE” to znaczy, że tego nie będzie – przynajmniej na tą chwilę…Można powiedzieć, że trzymali mnie „krótko”, ale to zbyt drastyczne określenie. Gdy czegoś nie wolno było mi robić ja o tym wiedziałem i nie robiłem, gdy miałem być cicho – byłem. Gdy wiedziałem, że mogę robić, „co chcę” robiłem to.
Nikt mnie nie bił, nie było kar. Jestem już pełnoletni, na niektóre sprawy patrzę z większym dystansem, niektóre są mi bliskie, inne mnie wkurwiają, czasem sobie zaklnę, gdy jest powód, czasem i bez niego się zdarzy. Staram się być kulturalny, miły, szanuję ludzi, zawsze chętnie pomagam, nigdy nie licząc na jakiekolwiek odwzajemnienie. Bywa, że jestem chamski, wredny, w najmniej oczekiwanym momencie potrafię komuś powiedzieć coś tak wrednego, że nawet się tego nie spodziewa. Przeważnie tego żałuję i staram się to „odkręcić”. Czasami się udaje, czasami niestety nie…
Mój charakter kształtowali przede wszystkim rodzice, ale oprócz tego także rówieśnicy, szkoła, podwórko etc.
Patrząc na rówieśników zauważam, że w większości przypadków jest u nich podobnie. Są także nieliczne przypadki „patologii”, ale widocznie tak być musi.
Do czego zmierzam?
Ano do tego, że obserwując w dzisiejszych czasach rodziców i ich pociechy dochodzę do wniosku, że nie potrafią wychować własnych dzieci. Wystarczy przejść się do marketu, kościoła, parku itd. i zobaczyć, co wyprawiają te dzieciaki i jednocześnie ich matki…Zero zgrania, zero dyscypliny. Dziecko tupnie nogą i dostaje to, co chce. Krzyknie i mamusia dla świętego spokoju zrobi wszystko, co dzieciak chce…Nie potrafi wychować synka i od razu stwierdza u niego ADHD usprawiedliwiając się wszędzie…
Zrobiło się ciepło. Grupki małoletnich gnojków znowu wydzierają się pod oknami mojego bloku. Wszystko byłoby ok., gdyby nie fakt, że te dzieciaki klną bardziej niż aktorzy w „Fali zbrodni”. Większość z nich nie skończyła nawet drugiej klasy podstawówki – ba, większość z nich nie wyszła jeszcze z przedszkola, a są już zdemoralizowani do granic. Teksty typu „podaj kurwa tą piłkę”, „co ty kurwa robisz” są na porządku dziennym. I żeby to była jeszcze męska część tych dzieciaków, ale skąd – dziewczyny są na równi wulgarne jak i chłopcy.
Jak już przy dziewczynach jesteśmy – kolejna sytuacja, którą widziałem pod moim blokiem. Dziewczyny z 4, góra 5 klasy podstawówki – na całą japę śpiewają jakieś przyśpiewki gieksy i ruchu na zmianę. No paranoja…
Czy te dzieciaki w ogóle mają rodziców?
W czym tkwi problem? Zmutowane dzieciaki się rodzą teraz? Czy co?
Swojego dziecka jeszcze nie mam – możecie powiedzieć, że łatwo mi mówić jak sam nie miałem okazji spróbować kogokolwiek wychować i zrobić to tak, aby pociecha się nie buntowała, a słucha się i była grzeczna. Dzieci chcę mieć. Co będzie nie wiem. Ale wiem jedno: po narodzinach pociechy moim celem będzie wychować je w taki sposób, w jaki wychowała mnie moja matka i ojciec z drobnymi modyfikacjami. Brzmi banalnie prosto. W teorii wszystko jest proste, praktyka będzie trudniejsza, ale to zależy tylko i wyłącznie od mojego zaangażowania.
Swego czasu na TVNie można było zobaczyć program „Superniania”, w którym to nieudolność rodziców obserwowała kobieta, która potrafiła zdziałać cuda… Kilka lat problemów rodziców z dzieckiem likwidowała w kilkanaście dni. Cuda Jezusa przy tym, co wyprawiała ta babka to nic. Po obejrzeniu kilku odcinków byłem zaszokowany. Nie wiem tylko, co było gorsze – popieprzone bachory czy jeszcze bardziej popieprzeni rodzice? No, bo czy normalnym jest usprawiedliwianie czynów dziecka tym nieszczęsnym ADHD? Kilkuletnie dziecko okładające matkę pięściami do tego klnące jak szewc – takie obrazki w Superniani bywały często.
Czy 2 dorosłe osoby, które decydują się na dziecko są na tyle niedojrzałe, że gdy ono jest już na tyle duża by samodzielnie chodzić, mówić, krzyczeć i strzelać fochy nie umieją sobie z nim poradzić? To zakrawa o kpinę.
Od pierwszej klasy technikum wraz z kolegą obserwuję babę z dwoma bliźniakami płci męskiej, którzy „odwożeni” są przez mamusię do przedszkola. Babę zabiłbym za sam fakt jej istnienia, tych 2 gówniarzy za to, że byli przy niej. Ta kobieta nie ma za grosz inteligencji. Chamskie babsko, które myśli, że z dwoma skrzatami obok siebie może wszystko. Na liczne uwagi ze strony współpasażerów odpowiada głupim, irytującym mnie uśmieszkiem i stwierdzeniem, „bo są małe’ itd. Dla przykładu: w miarę pusty autobus, stoję z kolegami z przodu, bo przodem weszliśmy. Przystanek, na którym wsiadła ta baba – otwierają się drzwi, wchodzi środkiem, po czym przepycha się ze środka na sam przód z 2 bachorami. Między mnie, a kumpla. No chuj by ją strzelił. Ona to robi celowo. Bo wie, że jej nienawidzimy z kolegą. A zaczęło się od tego jak chciała wywalić z siedzenia mojego kolegę, bo dzieciaki muszą siąść… Ale wracając do autobusu. Po chwili jeden z bachorów zaczął gwizdać gwizdkiem, który przyklejony był za pomocą taśmy do parasolki. Baba, która siedziała po przeciwnej stronie zaczęła strzelać dziwne miny. Ta głupia cipa to zauważyła i skomentowała z głupim uśmieszkiem, „bo teraz robią dzieciom gwizdki przy parasolkach”. Nie skończyłem politechniki, ba, nawet technikum jeszcze nie ukończyłem, ale i bez tego widziałem, że ten gwizdek był przyczepiony taśmą. Nie trzeba mieć siły Pudziana, aby ten gwizdek usunąć, nie trzeba być filozofem, żeby powiedzieć 6-latkowi „przestań się tym bawić, proszę”. Powinni odebrać prawa rodzicielskie tej babie ;/
Wypadałoby ten chaos jakoś podsumować, ale nie koniecznie chce mi się robić to, co wypada. Zapominam o tym tekście. Może kiedyś powstanie Rodzicem być 2.

Jablonka powiedział/a
no wes u mnie te 5-letnie bachorstwo w dresikach popierdala pali pluje i klnie na cale gardlo kej są ich rodzice ja sie pytam? ;/
ale! powiem ci ze te dzieci sie serio jakies zmutowane rodza teraz bo np siostra moja klasa 2 podstawówki 100x gorzej sie zachowuje niz ja w jej wieku. ba, niekiedy jak tak patrze na nia to mam wątpliwości czy w tej chwili bym się zdobyła na takie zachowanie. BO DZIECI SIE MAJA RODZICÓW SŁUCHAC i starszego rodzeństwa tez. az ręka świerzbi… xD a ona jest naprawdę bardzo dobrym dzieckiem w porównaniu do tego co widze niekiedy na ulicy. ja nie bylam taka w jej wieku, a wychowała nas ta sama matka. moze to wina tego ze ja jestem z rocznika czarnobyla xD a moze teraz jakieś fluidy czy cos w powietrzu latają ;P
stuQ powiedział/a
Masz rację Jablonka, coś z tym rocznikiem czarnobyla musi być, tak swoją drogą 3 ręka mi strasznie przeszkadza w pisaniu
A tak wracając do tematu to mi się przypomniało jak z ciotką w busie jechałem – bus zawalony ludźmi. No i siedzi baba z małą dziewczynką i ta młoda drze się na cały ryj. Tak kilka przystanków się darła. Nagle koleś – dziadek nie wytrzymał i się pyta czy ona tak musi i czy może ją uspokoić. A baba mu na to, że nie i dziecko darło się dalej xD
asienka powiedział/a
Ja w okolicy gdzie mieszkam obserwuje zjawisko nazwijmy je “dzieci z podwórka”, które o każdej porze porze roku i doby są nieodłącznym elementem krajobrazu. Te dzieciaki (wiek podstawówka, gimnazjum) wiecznie latają po dworze, ewentualnie siedzą i słuchają muzyki z telefonów komórkowych…. Widząc to zastanawiam się kiedy oni/one uczą się do szkoły?? Chociaż przy obecnym natężeniu dzieciaków z schorzeniami zaczynającym się na przedrostek dys-(NiE UmieĆ pi$aC inacZEj jaK pO pOkemoN$ku) myślę, że już w ‘zerówce’ byli posiadaczami tego ‘cudownego’ zaświadczenia… o to mniejsza jednak bo ja również zastanawiam się gdzie są RODZICE!? Moja mama siedziała ze mną w podstawówce, sprawdzała zeszyty, lekcje i nie mogłam zająć się sobą do czasu aż wszystko nie było ok! I m.in. dzięki temu wyrobiony został we mnie nawyk jakiejś dyscypliny. Inny aspekt… jadę sobie autobusem. Siedzę ja i jakiś chłopak, stoi starsza osoba, kto ustępuje miejsca – ja… bo On jest zainteresowany tylko rozmową z kumplem bardzo bogatą w wulgarne przerywniki zdań… żal. Kiedy patrzę na to i wiele innych przykładów dochodzę do wniosku, że niektórym nawet SuperNiania by nie pomogła – za późno.
(Sorki za chaos w komentarzu)
stuQ powiedział/a
Asienka: nie było chaou (chyba).
No też na codzień z takimi “ludzikami” się spotykam… Widać nie tylko u mnie tak jest
asienka powiedział/a
yhym… o ‘chaos’ chodziło
jpjp powiedział/a
hehe