Tak się składa, że jeżdżąc na rowerze zaobserwowałem wiele zjawisk i zachowań ludzkich, które powtarzają się za każdym razem, gdy jeżdżę rowerem. Postaram się je poniżej opisać.
Jeżdżąc w po leśnych ścieżkach nie raz spotkać można ludzi. Czy to młodych, zakochanych, czy to kochającą się rodzinę spacerującą w niedzielne popołudnie, czy to 70 letnich rencistów, którzy w 4-6 osobowych grupkach nie mając co robić chodzą po lesie. Ci ostatni upodobali sobie chodzenie całą szerokością leśnej drogi, Mają prawo, niech sobie chodzą. Nie o to chodzi, chodzi o to, w jaki sposób „usuwają” się z drogi, abym ja mógł przejechać. Otóż sprawa ma się następująco:, jako, że w Polsce obowiązuje ruch prawostronny, dlatego też wszędzie, gdzie się da stosuję się do tego przepisu. No i jadę sobie, przede mną grupka rencistów, kilka metrów przed nimi „pyknięciem” klamki hamulca (zamiast dzwonka – równie skuteczne…) informuję, że nadjeżdżam i wypadałoby umożliwić mi dalszy przejazd. No i umożliwiają, ale dlaczego na pobocze nie zejdzie najbardziej wysunięta na prawo osoba? Zamiast tej osoby, z drogi schodzi najbardziej na lewo wysunięta osoba, co równa się z tym, że muszę bawić się w slalom. Bywają przypadki, że osoby idące z brzegu nie przesuwają się wcale, za to, osoby idące na środku próbują zejść na bok. Co za tym idzie wchodzą pod nogi tym z brzegów, co równa się dziwnymi sytuacjami np. potknięciem się osób, które szły po boku.
Ścieżka rowerowa – szczyt debilizmu.
Piesi mają chodnik, zmotoryzowani mają jezdnię, rowerzyści mają ścieżki rowerowe. W Polsce jest ich tyle, co kot napłakał. Jak są budowane to bez pomyślunku. Zamiast korzystać z tańszego asfaltu, robione są z kostki brukowej, po której nie jeździ się przyjemnie… Często jest tak, że ścieżka rowerowa budowana jest obok chodnika. Gwarantuję wam, że piesi zamiast iść po swoim chodniku pójdą po mojej ścieżce… No szlag by was trafił. Jeszcze pretensje mają jak się je zahaczy albo za szybko wyprzedzi… Polak potrafi.
Innym sposobem blokowania ścieżki rowerowej jest parkowanie na niej samochodów. Nic tylko przejechać kluczem po powierzchni lśniącego lakieru, a niech się chuj nauczy parkować jak należy.
Rower kontra samochód.
Czasami jest tak, że trzeba jechać ulicą, po której jeżdżą samochody. Jest to tzw. jazda ekstremalna. Nie dość, że musisz uważać na wystające włazy kanalizacyjne, potłuczone szkło, porozjeżdżane koty, to na dodatek musisz uważać na to, aby dojechać do celu na swoim rowerze, a nie w najlepszym przypadku w ambulansie na operację…
Większość rowerzystów traktowana jest przez kierowców samochodów jak intruzi. „A chuj mu w dupę” myślą. Ja jadę 70km na godzinę, on ledwo tym rowerem 20 ciśnie…A niech ma nauczkę. Łysym nie powinno się dawać prawa jazdy. To już zaobserwowałem dawno. Przy wyprzedzaniu większość kierowców zachowuje duży odstęp ode mnie. Oczywiście łysy w BMW ma mnie gdzieś. Wyprzedza tak, że jeden fałszywy ruch z mej strony i kolizja gotowa. Kolejny przypadek jest wtedy, kiedy to nadjeżdżające z naprzeciwka auto wyprzedza inny samochód przy okazji wymija mnie. Większość zachowuje się rozsądnie i wie, że się nie zmieści. Łysy nigdy. Swoim BMW wdupi się wszędzie…
Moda na skuter.
Nie wiem, kto dał taki przepis, że małymi skuterami można jeździć na „dowód osobisty” kończąc 18 lat. Bez jakiegokolwiek pojęcia o zasadach panujących na drodze. Chuj mnie strzela jak widzę tych gówniarzy (tak, tak – kto by się przejmował tą 18, jeżdżą już nawet 15-latki), którzy ścigają się po jezdni mając w dupie wszystkich innych. A do frustracji doprowadza mnie fakt, że nie wiedzą jak zachować się np. na skrzyżowaniu. Blokują drogą, bo boją się ruszyć. Skręcenie w lewo u nich powoduje sranie w gacie. Potrafią tylko w prawo, przy krawężniku…
Gówniarze na marketowych wyrobach rowero – podobnych.
Nie ma przyjemniejszego widoku niż 12 latek próbujący pokonać stromy podjazd na swoim wypasionym, (bo wyposażonym w 2 amortyzatory, 2 tarcze hamulcowe i jak to mówią „18 przeżutek”) sprzęcie. Jaka szkoda, że te gnioty ważą po 25 kilogramów.
Inną zabawną rzeczą jest próba ścigania się z innymi rowerzystami. Już wiele razy takie dzieciaki próbowały mnie wyprzedzić…, Jaka szkoda, że to niewykonalne na takiej maszynie.
A propos wyprzedzania: nie ma nic przyjemniejszego niż wyprzedzić jakiegoś rowerzystę, którego zobaczy się w oddali, a po chwili jest się przed nim
To chyba tyle. Jak mi się coś przypomni to dopiszę.

szatniara powiedział/a
zawsze starałam się trzymać z daleka od gości, którzy mają świra na punkcie swojego roweru. W tym wypadku, zostaję.
Choć cię to nie cieszy, no ale trudno. Przecież nie można mieć wszystkiego
Mo0nRider powiedział/a
co do sciezek rowerowych popieram cię w sto procentach …
Miałem taką sytuacje ze jechałem rozpędzony po sciezce rowerowej a ludzie jescze sie bulwersowali ze za szybko … na to ja ze pani ma swoje pole poruszania sie rowerzyci maja swoje wiec nie pier :] ale i tak chodzą po całosci sciezki ……..
Pozdrawiam