Nowy trener, nowe nadzieje, nowe sukcesy, nowe porażki. Tak i było tym razem. Polska drużyna piłkarska pierwszy raz w historii awansowała do Mistrzostw Europy. Za sprawą zagranicznego trenera Leo Beenhakkera, który to przebudował prawie całą drużynę nasi piłkarze zakwalifikowali się do tego turnieju.
Pech chce, że historia lubi się powtarzać. W miarę dobrze rozegrane kwalifikacje, a potem bardzo słabe mecze
Mecz z Niemcami rozegrali „po japońsku”, tzn. jako-tako. Polak, którego Polska kiedyś nie chciała strzelił nam 2 gole, z których się nie cieszył. Widać, że pod publiczkę można zrobić wszystko – nawet nie cieszyć się z tego, że drużyna, w której się gra jest krok dalej w mistrzostwach.
Ale mecz z Niemcami nie przekreślał nam awansu. Przecież mieliśmy jeszcze 2 spotkania, które z palcem w dupie mieliśmy wygrać. No i? Kurwa, nie wygraliśmy. Nie pokonaliśmy nawet pastuchów z Chorwacji…
Polakom odebrało mowę.
Polska tradycja nakazuje, aby za niepowodzenia rodaków na jakiejkolwiek imprezie czy to sportowej czy muzycznej winić wszystko, co możliwe. W tym przypadku kozłem ofiarnym okazał się sędzia, który to w meczu Polska – Austria niesprawiedliwie podyktował jedenastkę.
Nikt nie miał przed oczami błędu, który sprawił, że po spalonym objęliśmy prowadzenie. Wszyscy skupili się na niesprawiedliwym karnym. W necie pojawiły się dziesiątki obrazków, które ukazywały angielskiego sędziego i wulgarne napisy w jego kierunku skierowane.
Nawet premier chciał go zabić…
A ja na złość wam wszystkim, wam polaczkom, wam, którzy to myślicie, że jak wywiesicie biało-czerwone flagi na dowód zjednoczenia się z polską drużyną powiem, że cieszę się z decyzji sędziego.
To nie nam należało się zwycięstwo tylko Austriakom. To oni walczyli w pierwszej połowie jak lwy, to oni potrafili odebrać piłkę naszym piłkarzom, którzy byli od nich oddaleni o kilkanaście metrów.
Mecz z Chorwacją był jak kiepski żart, który opowiadają kiepscy aktorzy w kiepskim „Maratonie uśmiechu”. Nie wygraliśmy z rezerwowymi zawodnikami…
Najzabawniejsza jedenastka Europy, czyli 2 piłkarzy i 9 pajaców.
Artur Boruc. To on był najsilniejszym punktem naszej reprezentacji. Chwała mu za to, co robił. Gdyby nie on nasza drużyna przegrywałaby z wynikiem przybliżonym do dwucyfrowego…
Roger, drugi zawodnik naszej reprezentacji. Starał się jak mógł, ale nie dał rady pokonać przeciwników, bo nie tylko z nimi musiał się zmagać. Musiał omijać także 9 kołków, które chodziły po boisku…
Brak słów na to, co się wydarzyło. Byli w dobrej formie na eliminacjach. Wszyscy myśleli, że forma będzie także na tej ważnej imprezie. Trener zapewniał…
A wyszło jak zawsze.
Boruc, Roger, 9 cieni…
