Wielka Noc, ale klimatu brak…

Krytykowałem już wpychającą się każdą możliwą dziurą komercję, która towarzyszy Bożemu Narodzeniu. O tym poczytać możecie TU. Pomijając migające choinki i reklamy na 2 miesiące przed świętami Boże Narodzenie ma coś, czego wyczuć nie potrafię w świętach Wielkanocnych. Jak łatwo się domyśleć chodzi o KLIMAT.

Jesteście w ciepłym mieszkanku, w którym z kuchni unoszą się piękne zapachy przygotowywanych potraw. Z niecierpliwością czekacie na tą pierwszą gwiazdkę, która pojawić się ma na niebie. Zasiadacie do uroczystej kolacji, w gronie rodziny, łamiecie się opłatkiem, za oknem pruszy śnieg. Pachnąca choinka, a na niej migające lampki. Tak wyglądają święta w grudniu.

A jak jest z Wielkanocą?
Nigdy nie wiadomo, kiedy będzie. Raz jest w marcu, raz jest w kwietniu. Nigdy nie wiadomo, jaka będzie pogoda. Raz są upały, a raz sypie śniegiem. Wszyscy pamiętają jeszcze Boże Narodzenie, a tu nowe święto. W odróżnieniu do radosnych świąt narodzin Jezusa, te są smutne.

W grudniu dzieciaki biegną z świecącymi się lampionami do kościoła na roraty. Wielkanoc poprzedza post, nie ma rorat, za to w kościele odprawiana jest droga krzyżowa, pieśni o nastroju raczej żałobnym nie sprawiają, że człowiek chce świętować. W grudniu wszyscy są weseli, uśmiechnięci. Na te święta po prostu się czeka. Te Wielkanocne po prostu są. I trzeba je obchodzić, bo taka jest tradycja. Bo tak trzeba. Pomińmy jednak obrzędy kościelne. Zajmijmy się świętowaniem w domu, w gronie rodziny.
Wigilia Bożego Narodzenia: 12 potraw, każda pięknie pachnie i równie dobrze smakuje, jest to kolacja, więc jeść można i można. Wielkanoc: przyjęte jest, że uroczyste jemy śniadanie. Nienawidzę jeść śniadań. A tu trzeba. Jajko, zupka z chrzanem, kiełbaską, czosnkiem itd, trochę później wielkanocna babka i kawa. To ostatnie już jakoś wchodzi. Cóż mi za przyjemność świętowania przy stole z samego ranka? Żadna…

Niedziela mija, potem poniedziałek, dzień, w którym niedojebane dauny osiedlowe, kradną swoim matkom wiadra, napełniają je wodą i leją ludzi, którzy mają na tyle odwagi, że wychodzą na dwór…
I co? I koniec. Do szkoły, do pracy, raus. Święta były, minęły. Wrażeń brak. W grudniu po Bożym Narodzeniu mam jeszcze cały tydzień wolnego, z racji tego, że jestem uczniem. Wszystko to kończy się pięknym pokazem sztucznych ogni i powitaniem Nowego Roku. Człowieka wraca do normalnego życia. Jest wypoczęty, w głowie ma nowe postanowienia, cele itd. Po Wielkanocy nie zostaje nic. Święto te ważne jest tylko i wyłącznie dla osób głęboko wierzących, dla których dzień zmartwychwstania Pana jest najważniejszym dniem. Dla reszty jest to kilka dni odpoczynku od szkoły, pracy.

A może to przez pogodę? W grudniu zimno, śnieg, szaro, wcześnie robi się ciemno. Człowiek chętnie się od tego odcina podczas świąt i zaszywa się w ciepłym domu. A w Wielkanoc? Wiosna się zbliża, o ile już jej nie ma, do późnego popołudnia jest jasno, pączki na drzewach, w miarę ciepło… Ludzie coraz bardziej ożywieni, czekają na lato. Nie w głowie im święta, a spacery, imprezki, planowanie wakacji itd.

Nawet jako takiego szału nie ma, jeśli o promowanie tych świąt chodzi. Bożemu Narodzeniu towarzyszy „promocja”. Kolędy w marketach, reklamy w tv, migające światełka itp. A w Wielkanoc? Kilka pisanek, kurczaków, w telewizji jakieś puszyste króliki poskaczą w reklamach i koniec. Świąt jako taka komercja nie dopadła…

A może, dlatego, że nie dopadła to ludzie traktują to święto tak jak traktują?

A może tak, a może mi się tylko zdaje…

Skomentuj