I urodził się Tomek i przez 5 lat swojego życia nie wiedział, co go czeka jak pójdzie do szkoły…
W wieku 6 lat musiał iść do przedszkola. I to chyba był najprzyjemniejszy moment w edukacji młodego człowieka. Po roku zabawy przyszedł czas na wielkie wydarzenie – przejście z przedszkola do szkoły. W perspektywie czasu Tomek stwierdził, że podstawówka była jedyną szkołą, które go czegoś przydatnego nauczyła. No, bo nauczył się pisać i czytać, nauczył się liczyć, po raz pierwszy miał do czynienia z lekcjami przyrody, historii, informatyki itd. Rok za rokiem świadectwo z paskiem, w czerwcu nagroda za to świadectwo.
I nadszedł czas pożegnania się z podstawówką, po sześcioletnim okresie czasu, który upływał w większości przypadków przyjemnie przyszedł czas na coś nowego. Ministerstwo Edukacji Narodowej wpadło na niedojebany pomysł zmiany w systemie szkolnictwa – wprowadzili gimnazjum.. No i nadszedł pierwszy dzień w nowej szkole. Nowe mury, nowe twarze, nowe znajomości, nowe problemy, nowe doświadczenia. Można powiedzieć, że jest super. Nowsze znaczy lepsze – tak mówią. W tym przypadku było zupełnie inaczej. Totalna katastrofa. Po trzyletniej obecności w gimnazjum Tomek nauczył się wielu nowych rzeczy. Jakich? Nie, nie, nie, niczego z lekcji nie wyniósł, wręcz przeciwnie – każda lekcja sprawiała, że z coraz większym zniesmaczeniem podchodził do sprawy nauki. Świadectwo z paskiem już się nie pojawiło, nagród nie było. Ale jest coś, co młody człowiek z gimnazjum wyniósł: Chamstwo, przekleństwa, besztanie innych, walka o swoje racje, nieustępliwość to tylko niektóre rzeczy, które gimnazjum nauczyło Tomka. Można powiedzieć, że nauka zeszła na drugi plan. Zamiast fizyki, chemii i geografii on uczył się jak nie dać się innym, jak ściągnąć na sprawdzianie, jaką obelgą zarzucić w odpowiednim czasie…
Koniec 3 klasy gimnazjum. Pierwszy poważny egzamin w życiu Tomka. Na luzie podszedł do niego, napisał jak napisał – nie najlepiej, nie najgorzej. Nadszedł czas wyboru dalszego kierunku edukacji. Padło na informatykę. Na tamten czas chłopak nie widział niczego lepszego. „No przecież nie pójdę do liceum ogólnokształcącego” – mówił. Jak postanowił tak zrobił, wraz z paroma kolegami z gimnazjum dostał się do „wymarzonej” na tamte dni szkoły.
Pierwszy rok w owej szkole był czymś w rodzaju zapoznania się ze wszystkim. Nowi koledzy, nowi nauczyciele, nowa szkoła…Powtórka z rozrywki… Pierwszy rok śmignął, nadeszła 2 klasa. Tomek wraz z kolegami myślał, że będzie informatykiem, że szkoła przygotuje go należycie do egzaminu maturalnego, egzaminu zawodowego.
Niestety jak się okazało ulubionym hasłem osób uczących w tej szkole było po prostu „jak się nie podoba to papiery i won!”. „Masz problem? To do dyrektora po papiery i won!”. Myślał, że będzie fajnie – no, bo przecież szkoła reklamowała się bardzo fajnie:
- miła atmosfera
- przyjaźni ludzie,
- wyrozumiali nauczyciele
- nowe przygody
Szłoby wymieniać bez końca. No, ale fajnie nie było. Wraz z kumplami myślał, że będzie się czegoś uczyć, myślał, że odrobina jego wysiłku, nauka i uważanie na lekcji sprawią, że stanie się specem od komputerów… No to się biedaczek zdziwił. Można powiedzieć, że na przedmiotach zawodowych nie nauczył się niczego nowego – no może poza wiedzą z programowania i zagadnieniami związanymi z arkuszem kalkulacyjnym i bazami danych…To dla Tomka była nowość, z którą do tamtych chwil nie miał do czynienia.
I siedzi wraz z 25 osobami, które od pierwszej klasy nie dały się i z jako takimi ocenami przechodzili do następnych klas. Dodać trzeba, że początkowo było ich 34… Dni mijają mu szybko, dzień w dzień to samo, zaryzykowałby stwierdzenie, że nawet gorzej…
Już nie łudzi się, że po tej szkole będzie informatykiem, już nie cieszy się, że jego specjalizacją są aplikacje internetowe, (bo tak się składa, że szkoła zrobiła psikus i nie zatrudniła kompetentnego człowieka i uczy ich debil, który przez tydzień w domu męczy jakieś gówno w javie, ciągnąc to z tutoriali i później na lekcji każe przepisywać kod do zeszytu – i tak od września…). Wraz z kumplami z klasy Tomek bluzga na siebie, szkołę i cały świat.
Chciał być informatykiem – jak zda egzamin zawodowy to będzie (statystyki mówią, że zdają nieliczni…). Chcieli, mieli ambicje, mierzyli wyżej niż wzrok sięga, no, ale szkoła szybko zweryfikowała ich pragnienia oblewając ich wiadrem strasznie zimnej wody.
I nachodzą Tomka myśli, że mógł iść do liceum, że mógł mieć szkołę bliżej siebie, na lepszym poziomie, że mógł chodzić do niej z myślą, że nauczy się czegoś. No, ale za późno na takie myśli, Tomek musi przeczekać do 4 klasy, musi zdać maturę i poważnie zastanowić się nad dalszym kierunkiem edukacji…
Ktoś mądry kiedyś powiedział „jak się sam nie nauczysz to nikt cię tego nie nauczy…”.
I tego trzeba się trzymać.
Tylko, na jaką cholerę muszę chodzić do tej zasranej szkoły, na cholerę muszę się uczyć popieprzonych definicji?
Tylko po to, aby zdać do następnej klasy, tylko po to, bo jakiś chory, pojebany człowiek z przykrym dzieciństwem został ministrem edukacji i teraz się wyżywa? Cały system polskiej edukacji jest chory – chodzimy do szkoły nie po to, aby czegoś się nauczyć, chodzimy tylko po to, aby zaliczyć kolejny sprawdzian, aby wszystko było zgodnie z założeniami tych „u góry”
No to przecież mogę to olać, mam 18 lat, w świetle prawa nie mam obowiązku kończenia szkoły – no, ale co z tego? Wtedy będzie jeszcze gorzej, bo pracy nie znajdę – przecież nie mam średniego wykształcenia jeszcze (jak nie mam średniego to wyższego mieć też nie będę) – i kółko się zamyka – uczymy się dla papierków, podpisów, dyplomów, a nie dla siebie – taka prawda, ale nikt z tych rządzących tego nie dostrzega… W życiu liczą się umiejętności praktyczne, a nie zasrane definicje. Nikt nikogo w pracy nie spyta o układ ikonek w programie, tylko będzie wymagał tego, aby wiedzieć, po co one tam są i do czego służą…
Niestety szkoła twierdzi inaczej…

Windows powiedział/a
true..true…
Popo powiedział/a
Nie tylko ciebie nachodzą myśli że źle wybrałeś i że mogłeś gdzieś indziej iść , i nie siedzieć jak ten cieć 6 godz. z panem SZ. i niczego nie wynieść z tego . Pomijając fakt całej rzeszy”nauczycieli” będących tylko trochę lepszych od pana SZ.
zachwiej powiedział/a
juz dwno temu powiedziłem ze szkoła uczy głupoty i regułek
jestesmy udupieni
jadlaciebie powiedział/a
No no wkoncu jakas sesowna notka… i chyba pierwszy raz sie z wami zgodze… szkola do dupy, wiekszosc do dupy ogolnie wszystko teraz jest to jednej wielkeij dupy…
NIe liczac tego ze, ze specjalizacji nic nei kumam (wlasnie sie ucze na spr:P) ale nie przepisanie do zeszytu a poznije z zeszytu do notatnika wszystkeigo mnie nauczy…. on sam nawet nic nie wie nie raz sie go cos pytalam to mi projektor wlaczal i mam sama se szukac bledu…ble
NIe po to chodze do szkoly zeby pozniej chodzic na jakies korki….
Wszysct od nas wymagaja a sami nie sa lepsi…
Szkola powinna byc czyms przyjemnym a nie ze chodzisz i martwisz sie przed kazda lekcja”czy wyjdziesz zywy” ile kap znowu zalapiesz za glupstwa….
A dodatkowo nauczyciele obudzili sie dopiero teraz przez 2 miesiace nic nei robili a teraz mamy na maxa zapieprz …. wrr niech to sie juz skoczzznyyy….
ble
stuQ powiedział/a
Wszystkie notki są tu sensowne
Dzięki za poparcie mych słów
Pozdro!
Cypherq powiedział/a
Tomek, musisz moje smutki i niepokoje wylewać do notki, żebym się znowu nimi martwił?
Prawda, prawda. Ale tak zastanawiając się wcześniej nad poziomem nauczania niektórych nauczycieli doszedłem do wniosku, że aż tak źle nie jest a jak ktoś coś chce to się nauczy. Pudzian jest ok, chociaż chyba ma za duże mniemanie o sobie… nie. Raczej za niskie o nas. On chyba cały czas myśli, że my tylko kręcić i narzekać potrafimy. Nauczyciel programowania wiele was nauczył czego byście o nim nie mówili. A Czubaka… jakoś olewam go. Nie potrafię się nim już po prostu przejmować.
Tak więc tego czego nie są mnie w stanie nauczyć w szkole, to się uczę w domu. Jasne, że wymaga to samozaparcia. Jasne, że bez neta jest jeszcze trudniej. Ale skoro można nawet bez neta to i wy chyba możecie… O tworzeniu aplikacji internetowych w ASP a tym bardziej w PHP jest w sieci tyle i w tylu językach, że aż nie wiadomo w czym wybierać. O programowaniu, algorytmach też znajdziecie mnóstwo. Ebooki itp.
Jasne, że nie tak miało być. To szkoła miała uczyć Ciebie a nie Ty sam siebie, ale jak już sam powiedziałeś, nie masz już szansy odwrotu. Nic nie możesz zrobić. Więc przynajmniej wziąć się za swoją informatyczną wiedzę możesz. To ostatni dzwonek.
Edit by stuQ:
W miejscu wytłuszczonego tekstu było nazwisko osoby, która, nie życzyłaby sobie, aby ono tam było…
Wiola powiedział/a
Gimnazjum…. jedyna szczęśliwa chwila którą pamiętam z tamtych czasów to 22 czerwca 2007 godzina nie wiem która… wychodze ze szkoły, nie żegnam sie z żadnym nauczycielem, nie oglądam sie za siebie… w jednej chwili zapominam o tych 3 latach i zaczynam coś nowego i lepszego… Warto było sie męczyć te 3 lata żeby potem coś takiego poczuć
Sama nie wiem po co sie ucze niektórych rzeczy skoro mi nie są potrzebne do niczego… No i zastanawiam sie czy czasem jak sie ma 15 czy 16 lat to nie za wczesnie żeby decydować o tym co chce sie robić w życiu… No bo przecież żeby wybrac szkołe po gimnazjum trzeba myslec co dalej chcemy robić. Ja narazie nie żałuje wyboru szkoły ale róznie bywa…
Aaaa i zapomniałeś napisać że na początku (jak sie idzie do 1 klasy podstawówki) sprytnie chcą nas przekupić słodyczami… i potem biedne dzieci myślą że tak bedzie co rok
Praca samodzielna cz.1 « cypherq powiedział/a
[...] na mnie później, muszę zaznaczyć, że notka ta nie jest atakiem na Stuq’a w związku z jego notką. Jest tylko dłuższą formą odpowiedzi na jego posta. Na tyle długą, że postanowiłem ją [...]
cypherq powiedział/a
http://cypherq.wordpress.com/2007/12/03/praca-samodzielna-cz1/