Każdy ma jakieś hobby, jedni kochają zbierać znaczki, inni hodować roślinki, inni zaś biegać po ciemku w lesie
, a ja kocham jeździć rowerem.
Jazda na rowerze sprawia, że zapominam o rzeczywistości, pozwala na zmęczenie się, zrelaksowanie, pozwala pokonywać własne słabości. Rodzi w człowieku chęć walki, rywalizacji (oj tak, nie dać się wyprzedzić przez jakiegoś „pro” to coś wspaniałego).
Jazda porankiem, w lesie, który budzi się do życia jest przeżyciem nie do opisania, promienie słońca, które nieśmiało przedzierają się przez korony drzew ogrzewając dolne części lasu, mgła, która powoli zanika, rosa na liściach, która chcąc nie chcąc spada na mnie, gdy przejeżdżam, ptaki, które śpiewają, świeże, jeszcze chłodne powietrze, które drażni płuca…
To wszystko czyni, że nie wyobrażam sobie w wiosnę, lato, jesień – dnia, w którym nie jeździłbym rowerem – o ile pogoda pozwala, – bo jazda w burzę do przyjemnych nie należy…
Niektórzy stukają się w głowę wiedząc o tym, że ja już kończę swój kilkugodzinny „trening”, a oni dopiero wstają z łóżka…
Nie rozumieją także faktu, jak można siedzieć przed monitorem komputera i czytać godzinami o ramach, oponach, butach, spodenkach itd…
Zaczynało się niewinnie, mianowicie:
Pierwszy rowerek – jeszcze z doczepianymi bocznymi kółkami (różowy był
) miałem, gdy byłem w przedszkolu – niechętnie na niego wsiadałem, ale po jakimś czasie nauczyłem się na nim jeździć.
Moim kolejnym rowerem był bmx – nie, nie – żaden wyczynowy – kiedyś bmxy wyglądały inaczej
(był czerwony, z fajnymi czerwonymi oponami). Dość długo na nim jeździłem, jednak z czasem ten rower nie wystarczał mi.
Po jakimś czasie dostałem swój pierwszy rower górski, – który (jakiś stary Kross – cały czarny – ze złotymi klamkami hamulcowymi, które pod koniec użytkowania starły się służył mi ponad 6 lat; to złoto to zwykły spray był
– ale wyglądało ładnie). To na nim przeżyłem większość swoich rowerowych przygód. To na nim jeździłem w najgorsze upały, w najgorsze ulewy, w błocie, po piasku, asfalcie itd. To ten rower sprawił, że wkręciłem się w świat rowerów górskich. Mój czarny Kross był ze mną w większości miejsc, które otaczają moją najbliższą okolicę – pomógł mi dostać się do Katowic, Mikołowa, był ze mną w Tychach, a nawet w Imielinie. Pod koniec mojej przygody z tym rowerem miałem już trochę dość – wszystko w nim skrzypiało, siodełko się rozwalało, tylne koło było dość mocno scentrowane, kierownica się przekręcała – jednak „ufałem” mu, – jeśli można tak powiedzieć…Wiedziałem, że jak dobrze przykręcę kierownicę to mnie nie zaskoczy, wiedziałem, że służył mi tyle lat to i pod koniec swojego życia mnie nie zaskoczy…
No, ale jego głównym minusem pod koniec użytkowania było to, że był trochę mały jak dla mnie. Nawet wysunięcie sztycy nic nie dawało…
No i przyszedł czas na mój najnowszy sprzęt, o który toczyłem bitwy z rodzicami przez 2 lata, ale koniec końców wojnę wygrałem i tak oto jestem szczęśliwym posiadaczem Author BASIC’a 07.
Rower ten był ze mną we wszystkich miejscach, w których byłem z moim starym Krossem. Ponadto rower ten dojechał ze mną do Pszczyny, z czego bardzo się cieszę, bo to był cel na tegoroczne wakacje…
Wiem, że pogoda zniechęca do zwykłego opuszczenia ciepłego domu, a ja tu piszę o rowerze, lecie i wakacjach. Ale myślenie o tym sprawia, że ten czas mija szybciej. Tak, więc nie pozostaje nic innego jak myśleć o tym, że za niedługo znów będę mógł wsiąść na mój ukochany rower i bez celu jeździć i jazdą się cieszyć…

Wiola powiedział/a
Hmm jak czytałam o tym Twoim pierwszym rowerze to próbowałam sobie przypomnieć pierwszą czekolade jaką zjadłam ale nie pamiętam
A ile ich zjadłam to aż sie boje myśleć….
Napisałeś że niektórzy ”kochają biegać po ciemku w lesie”. Rzadko to robie ale moge powiedzieć że kocham – każdy kto spróbuje to pokocha
Podziwiam Twoje hobby i sama myśle o pewnym sporcie… może mnie… hmm zainspirowałeś? Opowiem Ci może kiedyś
zachwiej powiedział/a
I tak wam niezapomne jak mnie gnoje zostawiliscie
stuQ powiedział/a
zachwiej – powiedzmy, że nie pamiętam o co ci chodzi – hahahahahah