Jesienna depresja…

Dziś 1 listopada, jesień w pełni…
Gdy ktoś mnie pyta o moją ulubioną porę roku przeważnie odpowiadam: „złota polska jesień”. Liście drzew, które zmieniają stopniowo swoje kolory z
zielonych na czerwone, żółte, pomarańczowe, grzyby w lesie, chłodny wiatr, który idealnie współgra z słońcem, które jeszcze mocno grzeje, poranne i wieczorne mgły i rześkość powietrza, to wszystko sprawia, że okres ten jest jednym z najpiękniejszym w roku. Jednak, czym bliżej zimy, owa „złota jesień” zmienia się w szarą, zimną, smutną jesień. Liście opadają z drzew, wieje mocny wiatr, słońce zakryte jest przez wielkie szare chmury, z których co chwile pada deszcz, w lesie jest błoto, z domu nie ma, co wychodzić, bo takie wyjście równoznaczne jest z przeziębieniem organizmu…Na dodatek szybko robi się ciemno, gdy dodamy do tego szkołę, do której trzeba chodzić, poranne wstawanie związane z ową szkołą (przez większość tygodnia lekcje mamy na 7…) po krótkim czasie wpadam (nie wiem czy wy też) w „jesienną depresję”. W ciągu ostatnich 14 dni tylko 2 dni zasługiwały na miano „polskiej złotej jesieni” – było ciepło, podwiewał wiaterek, było przyjemnie; przez resztę czasu lało, wiało, było zimno i szaro. Jestem jak bateria słoneczna, potrzebne mi słońce, bez niego nie daję rady normalnie funkcjonować, tracę apetyt, humor, jestem ponury, nie chce mi się rozmawiać, grać, bawić, itd. Niestety, dzisiaj znowu jest szaro i zimno, kolejny dzień bez słońca, a znając życie za niedługo zacznie padać pierwszy śnieg, zrobi się jeszcze zimniej i jeszcze ciemniej, na dodatek śnieg ten na pewno szybko stopnieje i dookoła zrobi się błoto, które zmiesza się z liśćmi…Jak na złość, czym gorzej na dworze tym gorzej w szkole, nauczyciele widząc, że ledwo już działam/y dowalają kolejne zadania, sprawdziany, pytają nas itd…Chciałbym przespać ten czas, obudzić się na początku wiosny, gdzie wszystko dookoła kwitnie, rośnie, gdzie przyroda budzi się ze snu i wraca do życia, chciałbym znów cieszyć się słońcem, które grzeje, chciałbym oddychać świeżym powietrzem w zielonym lesie, chciałbym znowu wsiąść na mój rower i jeździć bez celu dla przyjemności, cieszyć się życiem….
Niestety na dzień dzisiejszy są to jedynie marzenia, które spełnią się, ale dopiero za kilka miesięcy – tylko jak przetrwać te kilka miesięcy, jeśli już teraz nie ma się sił i energii, aby cokolwiek zrobić??

Jeśli też macie depresję, albo wręcz przeciwnie, jeśli kochacie taką pogodę – komentujcie…

2 komentarzy »

  1. mojstary powiedział/a

    Pamiętam jakby to było wczoraj: szlajałem się po deptaku w Pogorzelicy, słońce przypiekało, ludzie mnie deptali ale oddałbym wszystko, żeby ten czas wrócił. Ile ja bym dał za odrobinę piasku i słońca.
    Tak to jest, że jesteśmy napędzani słońcem, jak jest gorąco jest źle, jak jest zimno też jest źle, ale wolę żeby było cieplej niż zimniej.

    W wiosnę-lato potrafię spać 3 h dziennie i być wypoczęty, w jesień śpię prawie 16 h dziennie i zawsze jestem zmęczony :/

    LATO WRACAJ!

  2. Wiola powiedział/a

    Takiej pogody nie lubię… Ale w sumie to nie mam ulubionej pory roku bo w każdej cos mi sie nie podoba… chyba najmniej zastrzeżeń mam do wiosny :) Zima = krótki dzień i zapewne problemy z autobusami. Lato = taki upał, że nie mam siły na nic… Jesień – wszyscy widzą. Największą depresję to miałam chyba wtedy jak zima trwała bardzo długo.. już nie pamiętam kiedy to było… Może z 2 lata temu. Bez słońca nie da rady :( A ta złota jesień o której wspomniałeś niestety zawsze trwa bardzo krótko :( Ale staram sie z niej korzystać, bo mieszkam przy samym lesie :)

Kanał RSS komentarzy dla tego wpisu · Adres TrackBack

Dodaj komentarz